"Ludzie są jak rzeka: woda jest we wszystkich jednakowa, ale rzeka bywa wąska, bystra, szeroka, spokojna, czysta, ciemna, mętna, ciepła. Tak samo jest z ludźmi..."
Lew Tołstoj
Czasem się wyłączam. Na chwilę zapominam o Bożym świecie i wchodzę w swój.
W moim świecie króluje nieład, wszystko jest kolorowe, a jednak czarno-białe. Przekraczając jego próg staję się ofiarą własnego życia. Katem.
Ludzie wtedy patrzą na mnie inaczej. Z perspektywy osoby, która ma nade mną wszelką władzę. Nagle staje się ziarenkiem piasku, które przesypywane jest z miejsca na miejsce, to boli. Wtedy zaczynam wierzyć w każde ich słowo: jesteś nikim, jesteś zerem, nigdy nigdzie nie zajdziesz.
A co ze słowami Konfucjusza? "Nie rozpaczaj, że ludzie cie nie rozumieją. Martw się tym, że to ty nie rozumiesz ludzi". W jaki sposób je odebrać, jak je pojąć nie popełniając żadnej gafy.
Człowiek, dziwne, lekko zagraniczne, brzmiące słowo. Czło... i ta oddzielająca sylaba tworząca wyraz: wiek. Kolejny wiek? Kolejne marnotrawstwo wieku? Człowiek, inaczej homo, a jeszcze inaczej ssak. Czasem dwulicowy ssak, nie zważający na krzywkę innego, słabszego. A czasem potulny ssak, bojący się wyjścia do ludzi. "Często w nocy, płaczą ludzie, którym uśmiech z twarzy nie znika w dzień". I nagle wszystko staje się przejrzyste.
Znajomy moich rodziców, który jest księdzem powiedział mi kilka razy, że dla niego nie ma ludzi gorszych i złych. Nie ma w ogóle ludzi. Są tylko istoty. Istoty nieczyste i te czyste.
Usiłując dojrzeć jakiegoś głębszego sensu w jego nazewnictwie tego "osobnika", zrozumiałam, że on jako ksiądz spotkał się z wieloma ludźmi.
A jaką ja jestem istotą? Dlatego właśnie za każdym razem, gdy zadaję mu to pytanie on mi cytuje z pamięci słowa Terry'ego Pratchett'a: "Tam na dole żyją ludzie, którzy pójdą za każdym smokiem, będą czcić każdego boga, dopuszczą się każdego występku. A wszystko to ze zwykłej monotonii, codziennego zła. To nie prawdziwie wybitna, twórcza ohyda wielkich grzeszników, ale rodzaj masowo produkowanego mroku dusz. Grzech, można powiedzieć, bez krzty oryginalności. Akceptują zło nie dlatego, że mówią mu "tak", ale dlatego, że nie mówią mu "nie"...". I z każdym słowem zadaje sobie stale to pytanie, jaką jestem istotą. Nie czystą, czystą, czy może pomiędzy?
Od dziecka wpajano mi żebym nie przechodziła obojętnie obok osoby pokrzywdzonej.
Szczególnie obok tej pokrzywdzonej psychicznie. Czas nigdy nie zabije ran, one zostawią po sobie ślady: ja tu byłem i masz o mnie do końca swoich dni pamiętać! Dlaczego właśnie ludzie przechodzą obok takich osób tak obojętnie? Dlaczego nie zainteresują się? Nawet słowa "będzie dobrze", mimo swojej monotonności i płynącego z nich sarkazmu, mogą pomóc. Dać ten jeden procent nadziei na lepsze jutro.
Ale to są ludzie. Dzikie zwierzęta, które wyszły przed chwilą z dziczy. Jak kochać życie i ludzi? Skoro ludzie nie umieją kochać? Nie licznych się spotka, którzy żyją bez szwanku. A nawet jeśli to za pewne płaczą po nocach, bo ich psychika nie jest wystarczająco silna, jak kiedyś.
Ogółem słowo "człowiek" ma dziwne znaczenie dla mnie. Jest mi całkowicie obce. Wole się posługiwać jego zastępcami, np. istota, dzikie zwierze, osobnik. Nie dla mnie jest wmawianie, że ludzie są cudowni i bez żadnych skaz. Każdy ma skazy. Jednak czasem inni ich nie widzą, wady stają się zaletami i tak to się rozradza, że nagle człowiek buduje się na "ideał".
A co w ogóle znaczy słowo ideał? Ideał to nic innego jak cel wszelkich dążeń i szczyt doskonałości.
Piękna twarz, promieniejący uśmiech i to pogodne spojrzenie. Delikatna jak letni wiatr. Prawda, że jest idealna? Ale to maska, maska którą zakłada wychodząc do ludzi.
Dalej piękna z twarzy, ale już bez promieniejącego uśmiechu i to błagające o pomoc spojrzenie. Groźna jak burza. Zamknięta w swoim świecie, klatce, powietrze ma problem z dotarciem do jej płuc. Już nie jest taka idealna? Bo zdjęła swoją maskę i pokazała swoje oblicze.
Czytelniku, wiesz, że czytałeś opis mnie? Ludzie myślą, że jestem złem. Chodzącym pechem, że jestem jak odrażającą woń trupa, drażniąca nozdrza. Zimna jak lód, a mój głos to góra lodowej, której nie da się stopić. Ludzie się śmieją, że trzeba we mnie bić powietrzem z suszarki do włosów. Może wtedy stanę się inna. Taka mniej zimna.
Rwący rzeka. Strach obok niej przejść, a tym bardziej przez nią. Ciekawe jak to jest być kimś normalnym. Bez wszelkiego udawania szczęścia przed ludźmi. Ale ludzie tego nie widzą.
Nie widzą, że krzyczę, błagam na kolanach o pomoc. Nie widzą, nie słyszą, udają... Przechodzą obojętnie obok mojego krzyku i jęków. Słyszą słowo "ratunku!", ale unikają wszelkiej pomocy. Istoty nieczyste... Określenie tak idealne, jak puzzel, którego tak długo szukaliśmy.
Osobniku, czy są jeszcze w tobie jakieś uczucia? Czy wszystko się już dawno wypaliło? Piramida społeczeństwa, wielu zanim dostało się na szczyt, wypaliło się i nie są zdolni do okazywania jakichkolwiek uczuć i emocji. Nie da się nauczyć kogoś nagle kochać i cokolwiek czuć.
A ja jestem poza tą piramidą. Dawno już z niej spadłam i boje się po raz kolejny wejść. Bo wiem, że drugi upadek może boleć jeszcze bardziej.
Dlatego kochaj jakbyś kochał po raz pierwszy. Żyj pełnią życia, jakby to był twój ostatni dzień. Uśmiechaj się do ludzi, jak klaun, pełen radości, bo chce uszczęśliwić innych. Ufaj tak jakby nikt cię nigdy nie zranił.
Okazuj emocje, jak gdybyś malował nimi obraz.
W ludziach budzi się ciągle dziwny instynkt - wzbudzanie zaufania.
Ufasz komuś bezgranicznie, a nagle ta osoba staje ci się kompletnie obca. To jest właśnie ten "zwierzęcy instynkt".
Życie, dla niektórych najgorszy sen. Dla innych bajka, zaś dla innych "Kopciuszek". A dla mnie jakie jest życie? To zależy. Życie to życie. Chodzi własnymi ścieżkami, ale życie wśród ludzi. Z tym już jest gorzej. Bardziej wyostrzamy nasze pobudzenie zaufania w kierunku innych.
A co to w ogóle jest zaufanie? Zaufanie odgrywa olbrzymią rolę w życiu każdego z nas.
E.E. Schmitt wypowiedział pewne słowa na temat zaufania: ""Mieć" zaufanie. Nigdy się nie "ma" zaufania. Zaufanie to nie jest coś, co się posiada. To coś, czym się obdarza. "Darzy się" zaufaniem...". Pod tym względem zgodzę się z nim. Zaufania się nigdy nie ma. Nie da się od tak nagle komuś je dać. To przychodzi z czasem.
Dzisiaj postawiłam przed sobą zadani, jedno z najtrudniejszych jakie dotychczas musiałam wykonać - wyjść do ludzi poza szkołą. Nigdy nie czułam się tak dziwnie. Myślałam, że każdy się skupia na mnie.
A tak naprawdę każdy mnie ignorował.
Właśnie to są "ludzie". Nawet gdybym leżała, konająca na ziemi, nie zauważyli by tego. Bo co się liczy w obecnych czasach? Materialna przyszłość.
Człowiek to najgorsza istota na świecie. Tylko ona umie tak ranić, z tak wielkim bólem, którego nigdy się nie zapomina.
A ty, jaką jesteś istotą?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz